Wpisy archiwalne w kategorii

daleko (coś ponad 80 km)

Dystans całkowity:665.37 km (w terenie 12.00 km; 1.80%)
Czas w ruchu:26:03
Średnia prędkość:25.54 km/h
Maksymalna prędkość:55.90 km/h
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:110.90 km i 4h 20m
Więcej statystyk

coś większego :) Czosnów, Leszno

Poniedziałek, 9 kwietnia 2012 · Komentarze(0)
Mała szosowa wyprawa z Markiem, i gdyby nie zmęczenie spowodowane jazdą na maksimum możliwości dzień wcześniej, to by była nawet przyjemna :P . Początkowo odwiedziliśmy Czosnów, a dalej udaliśmy się drogą 579 na Leszno, i w okolicy Sowiej Woli Folwarycznej zatrzymaliśmy się by obczaić trasę, schowana w Kampinosie o wdzięcznej nazwie SZCZEBELEK. Cóż nie zdam wam relacji z emocji jakich ona dostarcza, ponieważ ze względu na slicki nie odważyłem się nią pojechać :P . Dalej to wróciliśmy na szosę i kierunek Leszno, tam przerwa na posiłek i dalej przez Stare Babice i Piastów na cel podróży - Ursus. W nagrodę za wysiłekv (a było naprawdę ciężko, nogi bolały niemiłosiernie) wypiliśmy po piwku i rozjechaliśmy się do domów, Marek (pieprzony farciarz) miał około 1km, a ja w autobusem na Bielany :P

Takie tam pierwsze w roku

Sobota, 17 marca 2012 · Komentarze(1)
Nareszcie jakaś poważna wycieczka :D . Słońce, ciepło, nowiutki napęd w treku nic tylko jeździć. I tak wczoraj z Markiem pojechałem do Józefowa, by mógł opłacić strat w Mazovi (na mnie zanim zacznę startować minie jeszcze jakiś czas). Potem w drodze powrotnej spotkałem Spara i Kapiego, a że czułem że mam dużo mocy w nogach to czemu by się nie podłączyć. I tak zrobiłem,.Marek sam wrócił na ursus, a ja z tamtymi ruszyłem ścieżką przy wisłę po praskiej części, jechaliśmy ku mostowi północnemu, a dalej to już dojazd do domów. Ale niestety nie w moim przypadku, jak się okazało numer startowy Marka został w plecaku i byłem zmuszony nadłożyć około 30 km na ursus i z powrotem, cóż nie mogę narzekać bo jechało mi się wybitnie dobrze :D A i pragnę wspomnieć że było to zdublowanie mojego rekordu jeżeli chodzi o dystans.

Takie tam nocne...

Środa, 13 lipca 2011 · Komentarze(0)
Przejażdżka z Kapim oraz Mackiem. Pojechaliśmy z zamkowego (start 0:15) do Czosnowa. W nocy zrobiło mi się strasznie zimno i nachodziły mnie myśli aby wsiąść przez to w autobus, ale był problem po 1. 2 w nocy, po 2. Nie jeżdżą tam autobusy. Więc może i to dobrze bo dałem radę do Czosnowa i z powrotem na Słodowiec, gdzie Kapi się odłączył, a ja nagle poczułem przypływ energii i postanowiłem jeszcze pojeździć. I tak ruszyliśmy w poszukiwaniu frugo do TESCO na Górczewskiej, i - brak :/ (puste pułki z podpisem Frugo), dobra trudno kupiłem coś na ząb (2 banany, energetyka) i lecim dalej. Pomyśleliśmy że może być w TESCO na Kabatach więc tam pjechaliśmy. Jechaliśmy naprawdę niezłym tempem (non stop 30-35) bo trzebabyło nadrobić średnią z czosnowa. Dojechaliśmi i rozczarowanie :( też nie było. Kurczę gdzie się podziało FRUGO?! Trudno, za względu na to że musiałem się jeszcze wyspać ruszyliśmy w kirunku domu, i tak tempo było podobne. Heh lubię zaskakiwać :P, bo na takim rowerze jak mój spokojnie goniłem kolarkę, hmmm jak w końcu ją kupię to będzie się działo! No i dojechaliśmy do domów swoich i tyle.

Z warszawy do okolic Warki

Sobota, 9 lipca 2011 · Komentarze(0)
taki tam spontan aby dojechać do rodzinki. i niby było by super fajnie bo tego samego dnia miałem wrócić do warszawy na nocną masę krytyczną. Ale zagubienie trasy mi pokrzyżowało plany, bo zamiast 80 km zrobiłem o prawie 40 więcej :/. A to wszystko przez oznakowanie lokalnych dróg a raczej jego brak :P . Więc dojechałem padnięty (wygłodniały) i postanowiłem się tu przenocować :P . Jutro tylko już obrać poprawną trasę załadować pare darów natury (jak kochane czereśnie) i wio. Obym zdążył przed 14 :P , to wtedy się załąpie na wyprawe nad zalew zegrzyński :D .

małe miejscowości na południe od Warszawy

Piątek, 8 lipca 2011 · Komentarze(0)
wpierw udałem się na ursus do koleżanki, tam pogadaliśmy i poskakaliśmy na skakance trochę. Następnie wykorzystując tą jakże cudowną (bo wcześniej non stop padało) pogodę pojechałem do pruszkowa, nadarzyna, łazów,piaseczna,konstancina i do warszawy przez powsin :D. Ogólnie podróż przyjemnia tylko już w konstancinie popadało przed mym przyjazdem do tego miasta... i było mooookro :( i ubrudzony i lekko mokry dalej jechałem. Ale to nie koniec złych przygód przy skrzyżowaniu sobieskiego i wilanowskiej przestał mi działać licznik. I resztę drogi muszę dodać orientacyjnie wspomagając się google maps. A i dobrze że wróciłem na czas do domu... bo 30 min później przysła burza :( z ulewą. Miałem farta :D. A i wycieczka ma dobre tempo choć musiałem jechać sam :/ bo nikt nie był akurat do dyspozycji :(