Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2011

Dystans całkowity:634.81 km (w terenie 10.50 km; 1.65%)
Czas w ruchu:24:23
Średnia prędkość:26.03 km/h
Maksymalna prędkość:57.30 km/h
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:90.69 km i 3h 29m
Więcej statystyk

Otwarcie wiaduktu Andersa, oraz 3 noc poszukiwań FRUGO

Czwartek, 14 lipca 2011 · Komentarze(0)
Wpierw szybka podróż do TESCO górczewska, potem metropolitan, i razem z solidną grupą rowerzystów atak na ANDERSA. Udało się rowerzyści byli piwerwszymi którzy oficjalnie przejechali się wiaduktem, potem stanie, gadanie i w końcu odprowadziliśmy Savil, Drexa, i Anie do domów, i Kapi i Sparhawk pojechali do domów, a ja z Midziem uderzyliśmy na kolejne tesco na połczyńskiej. I wreszczie! Szukamy, szukamy i widzimy całą palete FRUGO! Jednak warto wytrwale szukać (to 3 noc z kolei mojego tourne po TESCO). Potem już tylko do domu przez Mościska.

Takie tam nocne...

Środa, 13 lipca 2011 · Komentarze(0)
Przejażdżka z Kapim oraz Mackiem. Pojechaliśmy z zamkowego (start 0:15) do Czosnowa. W nocy zrobiło mi się strasznie zimno i nachodziły mnie myśli aby wsiąść przez to w autobus, ale był problem po 1. 2 w nocy, po 2. Nie jeżdżą tam autobusy. Więc może i to dobrze bo dałem radę do Czosnowa i z powrotem na Słodowiec, gdzie Kapi się odłączył, a ja nagle poczułem przypływ energii i postanowiłem jeszcze pojeździć. I tak ruszyliśmy w poszukiwaniu frugo do TESCO na Górczewskiej, i - brak :/ (puste pułki z podpisem Frugo), dobra trudno kupiłem coś na ząb (2 banany, energetyka) i lecim dalej. Pomyśleliśmy że może być w TESCO na Kabatach więc tam pjechaliśmy. Jechaliśmy naprawdę niezłym tempem (non stop 30-35) bo trzebabyło nadrobić średnią z czosnowa. Dojechaliśmi i rozczarowanie :( też nie było. Kurczę gdzie się podziało FRUGO?! Trudno, za względu na to że musiałem się jeszcze wyspać ruszyliśmy w kirunku domu, i tak tempo było podobne. Heh lubię zaskakiwać :P, bo na takim rowerze jak mój spokojnie goniłem kolarkę, hmmm jak w końcu ją kupię to będzie się działo! No i dojechaliśmy do domów swoich i tyle.

Wypadzik po okolicach Kampinosu

Poniedziałek, 11 lipca 2011 · Komentarze(0)
Takie tourne które miało być szosowe, ale chęć dojechania do łomianek z Truskawia (gdzie pierw się wybrałem) zmusiła mnie na jazdę przełajową przez Kampinos, i akurate przez to mam zmniejszoną średnią bo w lasku nie przekraczałem 22 km/h, bo poprostu mi szkoda kół, a mam na nim sliki (1.5), które ani trochę nie nadają się na teren (jeszcze szczególnie napompowane do 5.5 bara). No ale jakoś się udało i w łomiankach atak na ulicę Rolniczą (to taaaka długa i zajebista dróżka lokalna i do tego prościutka) kierunek czosnów i jedziem. Docieramy do Czosnowa 5 min odsapnąć sklep na zakup wody i już do domku ale tym razem prosto, czyli wracamy znów rolniczą potem kawałek drogą krajową i marymoncką na słodowiec i DOM.

Z warszawy do okolic Warki

Sobota, 9 lipca 2011 · Komentarze(0)
taki tam spontan aby dojechać do rodzinki. i niby było by super fajnie bo tego samego dnia miałem wrócić do warszawy na nocną masę krytyczną. Ale zagubienie trasy mi pokrzyżowało plany, bo zamiast 80 km zrobiłem o prawie 40 więcej :/. A to wszystko przez oznakowanie lokalnych dróg a raczej jego brak :P . Więc dojechałem padnięty (wygłodniały) i postanowiłem się tu przenocować :P . Jutro tylko już obrać poprawną trasę załadować pare darów natury (jak kochane czereśnie) i wio. Obym zdążył przed 14 :P , to wtedy się załąpie na wyprawe nad zalew zegrzyński :D .

małe miejscowości na południe od Warszawy

Piątek, 8 lipca 2011 · Komentarze(0)
wpierw udałem się na ursus do koleżanki, tam pogadaliśmy i poskakaliśmy na skakance trochę. Następnie wykorzystując tą jakże cudowną (bo wcześniej non stop padało) pogodę pojechałem do pruszkowa, nadarzyna, łazów,piaseczna,konstancina i do warszawy przez powsin :D. Ogólnie podróż przyjemnia tylko już w konstancinie popadało przed mym przyjazdem do tego miasta... i było mooookro :( i ubrudzony i lekko mokry dalej jechałem. Ale to nie koniec złych przygód przy skrzyżowaniu sobieskiego i wilanowskiej przestał mi działać licznik. I resztę drogi muszę dodać orientacyjnie wspomagając się google maps. A i dobrze że wróciłem na czas do domu... bo 30 min później przysła burza :( z ulewą. Miałem farta :D. A i wycieczka ma dobre tempo choć musiałem jechać sam :/ bo nikt nie był akurat do dyspozycji :(

W deszczowej aurze

Poniedziałek, 4 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Przejażdżki
Taki spontaniczny wypad bo ta pogoda mnie dobijała :P. Wpierw jak wyszedłem co dopiero z bloku (park Olszyna) przywitał mnie deszcz, ale nie... nie zrezygnowałem chęć jeżdżenia zwyciężyła i po niedługim przeczekaniu pod daszkiem przestało :D. Ruszyłem więc do Truskawia, droga była mokra i po 20 minutach byłem brudny nawet na twarzy, ale jechało się lekko i przyjemnie. Dalej ruszyłem w kierunku południa i tam dojechałem do Ożarowa Mazowieckiego z kąd chciałem jechać dalej, ale trafiłem na budowę jakieś drogi (bodajże autostrady z Łodzi) i droga była polna, uściełana błotem. Ale dobra powoli przemknąłem nią i zaraz pojawił znów się asfalt i dojechałem nim do Pruszkowa, ale pomyślałem że warto byłoby wracać w kierunku warszawy. Jadę, jadę i widzę znak Warszawa (jupi) ale nagle pada pytanie - "w jakiej części ja jestem?!" no ale dalej już znane mi rondo i tablica "ursus niedźwiadek". Hmmmm pomyślałem trochę i postanowiłem wyciągnąć kolegę Marka, chwile musiałem poczekać, ale warto było. Razem ruszyliśmy w stronę okęcia a potem kabat, gdzie polazłem do TESCO... Rany jakie były kolejki, no cóż ale po 15 minutach wyczekiwania znów dosiadłem mego rumaka z jakimś napojem energetyzującym (za 1,19 zł - 1 litr :D) i postanowiliśmy wracać... I trasa poprowadziła podobnie ku okęciu, i na żwirki i wigury na wysokości łopuszańskiej się rozdzieliliśmy. Ja kontynuowałem jazdę aż do Banacha gdzie skręciłem i dojechałem do mojej szkoły, a dalej to dobrze mi znana trasa którą śmigałem do szkoły :D (prymasa tysiąclecia). A i jeszcze raz nas spotkał deszcz :P ale w sumie to i tak już mi było wszystko jedno i jestem szczęśliwy bo wreszcie się wyjeździłem.