Las Kabacki, Ursus
Sobota, 10 września 2011
· Komentarze(0)
Wpierw szybki domowy serwis roweru (wymiana baterii w lampkach, skręcenie koła na łożyskach) i zapieprzanie na Kabaty z jednego krańca Warszawy (bielany) na drugi (ursynów). Udało mi się to zrobić w około 1h z czego jestem dumny, bo podobny wynik można osiągnąć chyba tylko na kolarce. Przy kabatach wypuszczenie powietrza z opon aby miały lepszą przyczepność w terenie, i wio. Choć teren nie był może masakrycznie ciężki to i tak zostawałem w tyle. Roczna przerwa w jeździe terenowej, 1.5 calowe slicki i zacięty na amen amortyzator robią swoje. Ale i tak było przyjemnie sobie poszaleć. Potem gdy już się ściemniało czas był na powrót do domu i to ja mogłem się popisać swoimi umiejętnościami, a raczej jedną - prędkością na ulicy. I tak średnio jechaliśmy 30-35 km/h. A marek za mną (i jak on to stwierdził - jak za ciężarówką). I gdy nareszcie dojeżdżaliśmy, przypomniałem sobie że miałem załatwić pewną sprawę więc jadę pod dom Moniki, a ona tam już stoi :D to jest intuicja. Była też z nią Ewa i Szymon. No dobra pogadaliśmy, załatwiłem sprawę i do domku po zmroku. Jednak dobrze zrobiłem ładując baterie, bo droga między Starymi Babicami a Mościskami wygląda jakbym prowadzono na niej operacje wojenne - dziura na dziurze, a tak miałem dobre oświetlenie dzięki czemu do domu wróciłem z kompletem zębów.



